zdjecie_moja_ksiazka_czesc_1
Za każdym razem jak czytam książkę przygodową, to fascynuje mnie to jak stworzony świat, bohaterowie i fabuła są spójne. Postanowiłem więc napisać własne opowiadanie ze stworzonym przeze mnie światem. Uznałem, że na początek napiszę jednowątkowe opowiadanie. W szóstej klasie lubiłem czytać powieści Karola Maya o Dzikim Zachodzie, więc i ja napisałem w tym temacie. Głównym bohaterem jest myśliwy o imieniu William, który spotyka grupę traperów i postanawia z nimi zostać na pewien czas. William będzie musiał zmierzyć się z niebezpiecznym niedźwiedziem, czy sobie poradzi? Przeczytaj to opowiadanie i przekonaj się.
 
Polowanie
Po słonecznej prerii jechało dziesięciu traperów. Najstarszy z nich zwany Old Jackiem powiedział:
- Za dwie godziny ściemni się, musimy znaleźć miejsce na obóz.
- Nieopodal jest las, gdzie będziemy mogli rozłożyć obóz, a jutro rozstawić pułapki na bobry. Parę lat temu była tam całkiem pokaźna kolonia - powiedział Joseph.
Traperzy niedługo dotarli na miejsce i rozłożyli obóz i po godzinie zasiedli do kolacji. Jedli i snuli plany na kolejny dzień, gdy nagle z zarośli wyszedł blond \włosy młodzieniec niosący siodło. Zaskoczeni mężczyźni chwycili za broń.
- Spokojnie panowie, spokojnie. - zaśmiał się młodzieniec - Nie zamierzam wam zabrać waszej kolacji, choć czuć ją na dużą odległość. 
- Dlaczegoż to niesiesz swoje siodło, nie masz konia? Może to jakiś podstęp i gdzieś w krzakach czekają twoi kamraci z bronią? - zapytał Old Jack
- Jestem tu sam, mój koń potknął się i złamał nogę dwie mile stąd  na wschód. Ruszyłem pieszo do tego lasu szukając schronienia. Zmierzam do Garden City po zaopatrzenie i konia. 
- Wyglądasz na uczciwego człowieka. Chodź przysiądź się do nas to pogadamy - powiedział Stary Jack podając nieznajomemu kawałek mięsa - Możesz z nami zostać. Jutro jeszcze tu zostaniemy i zapolujemy na bobru, a pojutrze ruszymy do Garden City. Gdzie moje maniery! - zaśmiał się Jack - Ja jestem Jack Griffin choć nazywają mnie Old Jackiem. Ten niski, uśmiechnięty dżentelmen bez włosów to Lester, po mojej prawej jest Joseph, a po lewej Sam. Po kolei dalej są Roy, Jim, Benny, Murphy, Hawkins i Bailey. Jesteśmy traperami. Ja, Sam i Joseph znamy się już od dwudziestu lat, a pozostali przyłączyli się do nas pół roku temu. 
- Miło mi, ja jestem William - odparł chłopak i dodał niechętnie - Jestem myśliwym.
Nastała chwila drętwej ciszy. Powszechnie wiadomo, że traperze i myśliwi nie przepadają za sobą, a jedni traktują drugich jak rywali.
Po chwili nerwowej ciszy odezwał się Sam:
-  Może się przekonasz William w czasie naszego towarzystwa, że życie trapera jest lepsze od myśliwca. Nie trzeba tyle się uganiać za zwierzyną, ona cię też nie atakuje. A teraz panowie napijmy się! Opowiedz Old Jacku tę historię co cię raz dzik gonił.
Całe towarzystwo rozweseliło się i spędziło wieczór na opowiadaniu ciekawych historii. Po paru godzinach rozdzielili wartę i poszli spać.  Kolejnego dnia rano wszyscy zebrali się przy śniadaniu.
- To kto idzie rozstawić pułapki na bobry? - zapytał jeden z traperów.
- Wezmę ze sobą Roy’a i Hawkinsa. Szybko rozstawimy pułapki, żeby nie wystraszyć zwierząt. A reszta może zostać w obozie - zadecydował Sam.
Całą trójka po chwili przygotowań pojechali na północ w głąb lasu, a pozostali siedli do ogniska. Nagle William wstał i powiedział:
- Muszę rozruszać się, jadę na przejażdżkę.
- Jedź młody gdzie ci się podoba - uśmiechnął się Jack - Tylko są dwa warunki. Po pierwsze nie możesz przeszkadzać i przepłoszyć zwierzyny Samowi i reszcie. Po drugie nie sprowadź żadnego niebezpieczeństwa na nasz obóz. A jak chcesz coś zjeść to musisz zdążyć wrócić przed kolacją. 
- Jasna sprawa - odpowiedział William. 
Wziął swój łuk i karabin Springfield, po czym wsiadł na konia, którego poprzedniego wieczoru wyznaczył mu Old Jack i ruszył na wschód. Odjechał kawałek od lasu na obszerną polanę licząc, że znajdzie stado jeleni lub innej zwierzyny. Czuł się o niebo lepiej samemu na otwartej przestrzeni niż siedząc przy ognisku. Godzinę jechał w spokoju przez polanę, lecz nie upolowawszy niczego skręcił w kierunku lasu. Przywiązał konia do drzewa i wszedł w głąb lasu. Po chwili marszu zobaczył małe stado jeleni. Podkradł się do nich, wyciągnął łuk, wypatrzył sobie najokazalszą sztukę, naciągnął cięciwę i już chciał wypuścić strzałę, gdy między drzewami przebiegło jakieś ogromne zwierze.
- To nie pora roku na bizony, po za tym nie zapuścił by się tam głęboko w las. To musi być niedźwiedź i to całkiem pokaźnych rozmiarów - pomyślał William - Podkradnę się bliżej, aby mu się przypatrzeć. 
Jak pomyślał, tak też zrobił. Odnalazł ślady, które upewniły go, że to był niedźwiedź. Po chwili tropienia zobaczył, że ślad zwierzęcia miesza się z śladami ludzi prowadzącymi w stronę rzeki. 
        - To muszą być ślady Sama, Roy’a i Hawkinsa! - wystraszył się - Muszą jeszcze rozstawiać pułapki skoro nie ma śladów z ich powrotu. To znaczy, że wracając niebezpieczne zwierze może ich zaatakować. Muszę wyprzedzić niedźwiedzia, aby ostrzec towarzyszy. Lecz muszę to zrobić dużym łukiem, aby zwierzę mnie nie zwęszyło.
W takich chwili adrenalina jest w stanie podwoić możliwości człowieka, dzięki czemu Will był w stanie przebiec duży dystans w tak krótkim czasie. Gdy dotarł do rzeki nie zobaczył towarzyszy, lecz był rozstawione pułapki. Traperzy nie mają najczęściej dużej wiedzy ani praktyki w zacieraniu śladów, dzięki czemu William szybko mógł odnaleźć ich ślady. Bardzo go one uspokoiły, gdyż prowadziły drogą okrężną do obozu, więc były niewielkie szanse na spotkanie niebezpiecznego niedźwiedzia. Dla własnego bezpieczeństwa też ruszył za towarzyszami, aby nie być w okolicach rzeki, gdy przyjdzie tu niedźwiedź. Po długim spacerze za Sam i jego kolegami, William znalazł się w obozie.
- Nasz wielki myśliwy wrócił! - krzyknął jeden z traperów.
- Upolował coś? - zapytał drugi.
- Nie, tym razem nie tylko konia stracił, ale i siodło! - krzyknął śmiechem pierwszy, a za nim reszta gromady. Tylko Old Jack wyglądał na zdenerwowanego. Podszedł do Williama i krzyknął:
- Gdzieście zgubili konia, którego wam wyznaczyłem, młodzieńcze?!
- Czeka na mnie przywiązany nieopodal. Powiedz mi pan szybko czy Sam i jego towarzysze już wrócili - poprosił poddenerwowany William.
 
Czy nowi przyjaciele Williama są bezpieczni? Jeśli jesteś ciekaw co dalej się wydarzyło to zapraszam Cię do drugiej części tego opowiadania